Gość Radia Jard
Paweł Radziewicz
„Różnice kulturowe to najlepszy materiał na żart”. Paweł Radziewicz o życiu na Podlasiu
Gościem Radia Jard był Paweł Radziewicz — stand-uper z Białorusi, który od kilku lat mieszka na Podlasiu. Komik, twórca internetowy i uważny obserwator codzienności, który różnice kulturowe, językowe i obyczajowe zamienia w humor, filmy i występy stand-upowe.
Z Białorusi do Białegostoku
Paweł Radziewicz do Polski przyjechał ponad trzy lata temu — początkowo z powodów zawodowych. Białystok nie był wyborem planowanym, ale szybko okazał się miejscem, w którym poczuł się dobrze.
Jak przyznaje, po odwiedzinach w większych miastach, takich jak Warszawa czy Wrocław, Białystok ujął go spokojem, zielenią i kameralną atmosferą. Jeszcze większe wrażenie zrobiło na nim Podlasie poza miastem — wsie, przyroda i otwartość mieszkańców.
Podlasie „po naszemu”
Jednym z pierwszych zaskoczeń była dla Pawła łatwość komunikacji. Mimo że jego język polski dopiero się kształtował, a podlaska gwara bywa wymagająca, porozumienie przychodziło naturalnie.
— Po swojemu, po naszemu — mówi z uśmiechem, podkreślając, że mieszanka polskiego, białoruskiego i lokalnej mowy okazała się wystarczająca do rozmów, zwłaszcza na podlaskich wsiach.
TikTok i odkrywanie regionu
Filmy, z których Paweł jest dziś znany w mediach społecznościowych, zaczęły powstawać przy okazji pracy nad programem „Wakacje na Podlasiu”. Projekt miał pokazać region oczami prowadzących z Białorusi i Podlasia, zwracając uwagę na unikalną mieszankę kultur: polskiej, białoruskiej, a czasem również ukraińskiej.
Podczas realizacji programu Paweł zaczął nagrywać własne materiały — krótkie, obserwacyjne filmiki, które szybko znalazły odbiorców na TikToku. Dziś regularnie wraca na podlaską wieś, często na weekendy, by czerpać inspiracje z codziennych sytuacji, przyrody i spotkań z ludźmi.
Nauka życia po polsku
Jak sam mówi, „uczenie się życia po polsku” to coś więcej niż nauka języka. Choć pochodzi z zachodniej Białorusi i w jego rodzinie obecne były polskie tradycje, różnice kulturowe okazały się większe, niż się spodziewał.
Pierwsza polska Wigilia — lepienie pierogów, barszcz z uszkami — była dla niego ważnym i ciepłym doświadczeniem, które jeszcze bardziej zbliżyło go do lokalnej kultury.
Kuchnia bez granic
Podlaska kuchnia okazała się dla Pawła zaskakująco znajoma. Kartacze, babka ziemniaczana czy placki ziemniaczane były obecne także w jego domu rodzinnym — choć pod innymi nazwami.
— Kartacze to u nas klocki — mówi, dodając, że różnice są niewielkie, a smaki bardzo podobne. Jednym z nielicznych kulinarnych zaskoczeń były flaki — potrawa, która na początku budziła opór, ale po spróbowaniu okazała się… całkiem smaczna.
Stand-up, akcent i dystans
Paweł chętnie żartuje ze swojego akcentu i imigranckich doświadczeń. Jeden z jego najbardziej zapamiętanych żartów to „przeprosiny za akcent, bo pochodzi z Łomży” — żart, który świetnie zadziałał na białostockiej publiczności.
Jak zauważa, Polacy mają dystans do siebie, ale nie zawsze tak duży, jak mogłoby się wydawać. Tematy związane z językiem, błędami czy imigracją wymagają wyczucia, dlatego Paweł świadomie balansuje między autoironią a obserwacją codzienności.
Życie na Podlasiu — na razie bez planów wyprowadzki
Choć początkowo myślał o przeprowadzce do większego miasta, dziś nie widzi takiej potrzeby. Białystok i Podlasie oferują mu przestrzeń, spokój i inspiracje.
Szczególnie ceni bliskość natury, obecność cerkwi, lokalnych tradycji i to, że przyroda realnie przenika się tu z codziennym życiem.
Jak zareklamować Podlasie?
Gdyby miał opisać Podlasie jednym zdaniem osobie, która nigdy tu nie była, powiedziałby:
— Przyjedź, a przypomnisz sobie, jak to było w dzieciństwie u babci.
To właśnie ta nostalgia, prostota i autentyczność przyciągają tu ludzi z dużych miast — i sprawiają, że Podlasie zostaje w pamięci na długo.