Twarze Regionu: Marcin Nagnajewicz
Dźwięk, który buduje teatr. Marcin Nagnajewicz w cyklu „Twarze Regionu”
Jak powstaje muzyka do spektaklu? Skąd biorą się emocje, które widzowie odczuwają w teatrze, choć często nie do końca są ich świadomi? W cyklu „Twarze Regionu” tym razem zajrzeliśmy za kulisy świata dźwięków i wyobraźni. Gościem audycji był Marcin Nagnajewicz – kompozytor, aranżer, instrumentalista i pedagog, od lat związany z Białostockim Teatrem Lalek.
Teatr od pierwszego spotkania
Przygoda Marcina Nagnajewicza z teatrem zaczęła się bardzo wcześnie – jeszcze w czasach licealnych. To wtedy wystąpił na scenie Teatru im. Juliusza Osterwy w Lublinie w spektaklu „Dożywocie”. Jak wspomina, było to doświadczenie, które na długo zapadło mu w pamięć.
– Zafascynowało mnie wszystko: ludzie, atmosfera, zapach teatru, sposób pracy aktorów. To był moment, w którym pojawiła się myśl, że chciałbym związać z tym swoje życie – mówi.
Po latach wrócił do tego samego miejsca już jako twórca – komponując muzykę do spektaklu „Betlejem Polskie” w reżyserii Rafała Szumskiego. To spotkanie po dwóch dekadach miało dla niego szczególny, emocjonalny wymiar.
Muzyczna różnorodność bez granic
Szerokie wykształcenie muzyczne pozwala mu swobodnie poruszać się między stylami. Jak sam podkreśla, właśnie to najbardziej pociąga go w pracy w teatrze.
– Mogę pisać muzykę hip-hopową, rockową, reggae, inspirowaną klasyką czy współczesnością. Każdy spektakl to nowe wyzwanie i nowa przestrzeń do odkrywania – tłumaczy.
Ten eklektyzm sprawia, że – jak przyznaje – w swojej pracy nigdy się nie nudzi, a każdy projekt staje się okazją do dalszego rozwoju.
Muzyka w służbie sceny
Choć muzyka jest ważnym elementem spektaklu, nie powinna dominować nad tym, co dzieje się na scenie. Kluczowa jest równowaga – i współpraca z reżyserem.
– Trzeba mieć pokorę. Muzyka ma wspierać opowieść, a nie ją zagłuszać – podkreśla Nagnajewicz.
Przywołuje przy tym słowa Leszka Możdżera, który żartobliwie zauważył, że kompozytor powinien nauczyć się rezygnować z własnych ambicji na rzecz spektaklu, a reżyser – lepiej rozumieć język muzyki. To właśnie w tej przestrzeni porozumienia powstaje najlepsza jakość.
Inspiracje płynące z obrazu i kultury
Proces tworzenia muzyki często zaczyna się od rozmów o koncepcji spektaklu. Inspiracją mogą być zarówno temat, jak i miejsce akcji czy kultura, do której nawiązuje przedstawienie.
– Jeśli wiemy, że akcja osadzona jest na przykład w Chinach, to naturalnie pojawiają się konkretne skojarzenia muzyczne. A potem można je twórczo przetwarzać, łączyć z nowoczesnością – mówi.
Białystok – miejsce do życia i tworzenia
Choć jego droga zawodowa prowadziła przez różne miejsca, to właśnie Białystok stał się jego domem – zarówno prywatnym, jak i artystycznym.
– Mieszkam tu od lat, mam rodzinę, przyjaciół, pracę. To miasto daje mi możliwości rozwoju jako kompozytorowi i wykładowcy – podkreśla.
Nagnajewicz związany jest z lokalnymi uczelniami – Uniwersytetem Muzycznym Fryderyka Chopina oraz Akademią Teatralną w Białymstoku. Jak zaznacza, praca dydaktyczna mobilizuje go do ciągłego rozwoju i poszerzania wiedzy.
Ciągła nauka i ciekawość świata
Artysta nie ukrywa, że w muzyce nie ma momentu, w którym można powiedzieć „już wszystko wiem”. Wręcz przeciwnie – to dziedzina, która nieustannie się zmienia.
– Cały czas uczę się nowych rzeczy, poznaję nowe style, słucham muzyki. To proces, który nigdy się nie kończy – mówi.
Technologia a prawdziwe brzmienie
Choć docenia rozwój technologii, z pewną ostrożnością patrzy na rosnącą rolę sztucznej inteligencji w muzyce.
– Fascynuje mnie technologia, ale wierzę, że to, co tworzy człowiek – naturalnie, z emocji – ma największą wartość – podkreśla.
Dźwięk, który buduje wyobraźnię
Marcin Nagnajewicz to twórca, który pokazuje, że muzyka w teatrze to coś więcej niż tło. To ważny element opowieści, który potrafi budować emocje, napięcie i całe światy w wyobraźni widza.
I choć często pozostaje niewidoczna, to bez niej trudno wyobrazić sobie pełne doświadczenie teatralne.